poniedziałek, 11 lutego 2019

„Okropności wojny”. Ukazanie cierpienia. Czy sam jego widok wystarczy by wzbudzić emocje?

  Dziś, tak jak obiecałem dodaję moją pracę. Ściślej to esej na temat cierpienia. Mam nadzieję, że ilość Was nie przerazi. Temat odnosi się do 82 rycin wykonanych przez Francisca Goye, a całość opiera się głównie na książce Susan Sontag "Widok cudzego cierpienia".



Okropności wojny”. Ukazanie cierpienia.
Czy sam jego widok wystarczy by wzbudzić emocje?


Uczucia, takie jak cierpienie towarzyszą człowiekowi od niepamiętnych czasów. Nie jesteśmy w stanie precyzyjnie zbadać, na którym etapie ewolucji zaczęło się u nas rozwijać. Pytanie o ich początek pozostaje bez odpowiedzi. Jesteśmy jednak świadomi jego istnienia. Nie tylko odczuwamy cierpienie czy też ból, ale jesteśmy również zainteresowani jego doświadczaniem. 


W poszukiwaniu odpowiedzi, czym jest cierpienie pomaga nam obecnie psychologia.  Chociaż od starożytności ból i cierpienie jest przedmiotem rozważań filozofów. „Wydaje się, że to właśnie w niej można poszukiwać głównych interpretacji cierpienia i odpowiedzi na pytania postawione wczeœniej.”. Poszukiwanie odpowiedzi, czym jest cierpienie i próba ukazania go za pośrednictwem filmu oraz literatury jest wciąż żywa. 
W książce popełnionej przez Susan Sontag „Widok cudzego cierpienia” można przeczytać, że ból i cierpienie jest zawsze nieodzowną częścią wojny. Przykłady przytoczone przez Sontag skupiają się w dużej mierze na fotografii cudzego cierpienia. 
„Widok cudzego cierpienia” rozpoczyna się odwołaniem do książki Virgini Woolf „Trzy gwinee”, która została źle przyjęta przez czytelników. Woolf rozważa przyczyny i skutki wojny. Książka jest odpowiedzią na pytanie, które otrzymała od pewnego adwokata: „Jak pani zdaniem mamy zapobiec wojnie?”. Głównie chodzi o cierpienie, które jest nieodzowną częścią wojny. Pisarka zatrzymuje się na tym pytaniu i pisze, że dojście do kompromisu jest zdecydowanie niemożliwe, ponieważ, mimo tego, że oboje pochodzą z klasy wykształconej problem zrozumienia leży już na płaszczyźnie płci. Ona jest kobietą, on mężczyzną i jak pisze Woolf tu tkwi największy problem. To mężczyźni toczą wojny, a nie kobiety. To mężczyźnie wojna sprawia satysfakcję, ponieważ może się on wykazać, „popisać” swą męskością. Może coś udowodnić. 
Kolejnym przedmiotem sporu staje się forma pytania. Ponieważ nie jest możliwe porozumienie pomiędzy pisarką a adwokatem. Problemem w pytaniu: „Jak pani zdaniem mamy zapobiec wojnie?” stanowi słowo „mamy”, a jeszcze dokładniej owo „my”. „Jeśli chodzi o oglądanie cudzego cierpienia, żadnego „my” nie wolno uznać za oczywiste” mówi Woolf. Pytanie zostało zadane tak, by Woolf wypowiedziała się za wszystkich, co jest niemożliwe. 
Cierpienie jest niezdefiniowane jako doświadczenie. Każdy odbiera je inaczej, stąd rozbieżność w jego zrozumieniu. Pisarze, fotografowie i reżyserzy od lat poszukują  sposobu uchwycenia cierpienia w sposób wyrazisty i przekonujący. 
Poszukując odpowiedzi na pytanie: „Czy sam widok cudzego cierpienia wystarczy?” skupię się na dokumentach, reportażach, filmach i książkach bazujących na próbie ukazania faktycznego cierpienia. Cierpienia przeżytego przez realne jednostki czy grupy. 
Jeśli chodzi o przedstawienie cierpienia jedno jest pewne: zawsze jeśli chodzi o realne cierpienie na pierwszy plan wychodzą emocje, osoba cierpiąca. Nawet jeśli nie wiemy kim ona jest, to ona jest najważniejsza. Ma to swoje odbicie w fotografii. Fotograf według Sontag ma być cichym obserwatorem rzeczywistości. Ma być naszymi „oczami” w miejscu gdzie cierpienie ma miejsce. Jak mówi Sontag, „od fotografa oczekuje się dyskrecji”. Jakie ma to odzwierciedlenie w filmie i literaturze? Fotografia, przede wszystkim wojenna ma nie budzić skojarzeń, ma ukazywać rzeczywistość. Zdjęcie, na którym przedstawione jest cudze cierpienie ma być poniekąd anonimowe. Odjęta ma zostać narracja, która powinnna pozostać przy filmie i literaturze. Pojawia się pierwsza cecha zarazem filmu jak i literatury. Narracja pozostaje w rękach literatury i filmu, nie powinna przechodzić do fotografii, zwłaszcza tej wojennej. Dlaczego?
Jak mówi Sontag, narracja w tradycyjnym rozumieniu jest sposobem prowadzenia widza/czytelnika przez fabułę. Narracja w literaturze buduje obraz sytuacji i roli bohaterów. Reportaże pisane są przeważnie w pierwszej osobie. Nawet te najbardziej bezstronne pokazują nam wydarzenia z czyjejś perspektywy, która siłą rzeczy, by być wiarygodną, nie może być bezstronna. Zawsze kogoś stawia się w roli ofiary, a kogoś w roli oprawcy. Jeśli jest cierpiący musi być i winny temu cierpieniu. To samo tyczy się filmu. Zawsze mamy narratora, który chce nam przekazać jakąś historię. Jeśli chodzi o fotografię, również mam pewne wątpliwości. Sontag pisze, że fotografowi zabrania się bycia stronniczym czy prowadzenia narracji. Fotograf ma być anonimowym świadkiem wydarzeń. Tylko czy tak właśnie jest? Fotografia bowiem nie może zostać pozbawiona narracji. Anna Łebkowska mówi, że osoby zajmujące się robieniem zdjęć (nie tylko ukazujących ludzkie cierpienie) „narzucają odbiorcy rolę widza i czytelnika, żądają, by czytając je oglądał i patrząc odczytywał. Karzą mu bądź mierzyć się ze spojrzeniem fotografowanych osób, bądź patrzeć przez obiektyw wzrokiem tego, kto fotografuje”. Widzimy więc, że fotografia również jest poddawana narracji, choć ciężko ją dostrzec, ponieważ z reguły jest ona bardziej subtelna i ulotna. 
Porzucając rozważania na temat narracji przyjrzymy się miłości, która często staje się odpowiedzią na cierpienie. Hollywoodzka produkcja „Przełęcz ocalonych” i jej główny bohater, Desmond Doss. Jest to historia oparta na faktach. Desmont Doss podczas wojny uratował ponad 50 rannych żołnierzy, sam z kolei odmówił używania broni. W filmie ma miejsce ciekawy zabieg, o którym warto wspomnieć ponieważ jest on niespotykany w kinie głównego nurtu. Jak wiemy z wywiadów z Desmontem oraz z opisów ocalonych przez niego żołnierzy, zdarzenia pokazane w filmie są bardziej prawdopodobne niż te, który naprawdę miały miejsce. Jak uznał reżyser, trzeba je złagodzić ponieważ ludzie nie uwierzą w to co naprawdę miało miejsce. Jest to niecodzienne gdyż wiemy, że kino Hollywoodzkie ma w zwyczaju „podkręcanie” dramaturgii by wzmocnić reakcje emocjonalną widza. W przypadku „Przełęczy ocalonych” jednak fakty były zbyt nieprawdopodobne dla zwykłego widza, więc należało uruchomić mechanizm odwrotny. 
Zarówno w książce „Szeregowiec Doss” czyli autobiografii/pamiętnika jak i w filmie „Przełęcz ocalonych” mamy do czynienia z niesieniem pomocy w czasie wojny. Cierpienie i ból są głównym elementem dramatu, lecz czasem ważniejsze jest miłosierdzie i pomoc ofiarom tego cierpienia. Bohaterstwo i męka głównego bohatera jest godna podziwu. Ma ona upamiętniać i pokazywać miłosierne zachowanie podczas sytuacji kryzysowej zagrażającej życiu.
Zastanawia mnie jedna ważna kwestia. Imiona bohaterów wojennych pamiętamy, ponieważ są one ogólnodostępne. Każdy je zna, są nam podawane przez wszędobylskie media. Ci bohaterowie urośli niemal do rangi męczenników i świętych. Co z tymi, którzy nic już powiedzieć nie mogą. Osoby, które podczas wojny poległy, zginęły w męczarniach. Bezimienne ciała, często nie mające już kształtu człowieka. 
Sontag opisuje dosyć obrazowo jak łatwo można uprzedmiotowić człowieka i przyrównać go do kawałka mięsa, które straciło już kształt do tego stopnia, że nie można poznać płci ofiary. Wręcz trudno nieraz powiedzieć, że „TO” było człowiekiem. Bezimienne ciała podczas przekazów medialnych nie są już obrazami, nie wypada ich pokazywać w wiadomościach, stają się więc liczbami. Liczby nic dla nikogo nie znaczą. Wojna domowa w Kolumbii w latach 1964-2016 zabrała ze sobą około 200 tysięcy ofiar. Dla większości widzów jest to tylko kolejna smutna informacja, od której przechodzimy do porządku dziennego. Liczba nic nikomu nie mówi. Zwłaszcza w sprawach nie będących „sztandarowymi” konfliktami światowymi. Nie mających miejsce w kolebce kulturalnego zachodu, z którego czerpiemy pełnymi garściami. Staje się ważne nie to, że ktoś ginie. Ważne gdzie ginie i gdzie pojawia się cierpienie. 
Jak mówi Sontag, tendencje w filmie są dosyć oczywiste — pokazujemy tylko to cierpienie, które pokaże nam smutek i tragedię a jednocześnie ma dla nas jakieś znaczenie (dotyczy głównie kina głównego nurtu). Inaczej ma się sprawa z literaturą, tutaj liczy się przeżywanie cierpienia, kogokolwiek i gdziekolwiek ono dotyczy. Dlaczego cierpienie ma miejsce i czemu świat odwraca oczy? Sontag trafnie stwierdza, że literatura wymaga większego zachodu w zrozumieniu aniżeli film stworzony by zarobić. Reportażyści poświęcają lata swojej pracy by zagłębić się w temat, a książka, która wychodzi spod ich pióra, staje się często dziełem ich życia.
Album fotograficzny Ernsta Friedricha „Krieg dem Krige”, czyli „Wojna Wojnie” pokazuje nam dosyć dosadnie obraz wojny. Na pierwszej stronie mamy zdjęcie zabawkowych żołnierzyków. Zwykłych niebudzących (na pierwszy rzut oka) negatywnych skojarzeń. Na końcu znajduje się zdjęcie cmentarza wojskowego. Pomiędzy nimi doznajemy wstrząsu. Mamy bowiem do czynienia z ukazaniem cierpienia wojny w jego najmroczniejszym obliczu, prawdziwym, niewyidealizowanym. „Dotykamy” bólu poprzez fotografie. Zdjęcia zmasakrowanych twarzy w rozdziale „Twarze wojny” są wstrząsem. Przerażające, ale prawdziwe zapoznają nas nie z bohaterami, a z ludźmi którzy doznali niesamowitego cierpienia, a w jego konsekwencji śmierci. Mamy styczność z realnymi zagrożeniami a nie fikcją odegraną przez aktorów. Nawet jeśli ta fikcja ma swoje podparcie w faktach i realnych wydarzeniach. Podświadomie wiemy, że ludzie biegający po ekranie z karabinami to tylko aktorzy. 
Powstaje przepaść pomiędzy dziełem Ernsta a filmem i książką o szeregowym Dossie. „Żadnego „my” nie możemy uznać za oczywiste” mówi Woolf. Po obu stronach znaleźć można zarówno filmy jak i literaturę. Najważniejsza staję się tutaj owa linia, której nie można bagatelizować. 
Po jednej stronie owej lini stoją filmy o bohaterach pokazujące jak dobrze jest być żołnierzem. Jakim zaszczytem jest służyć w imię wyższych zasad, ku chwale ojczyzny. „Szczególne znaczenie mają mity patriotyczno–narodowe jako stwarzające najszerszą płaszczyznę samoidentyfikacji odbiorców oraz najsilniej oddziałujące na wyobraźnię.”. Duży wpływ ma na postrzeganie wojny właśnie mit patriotyczny/narodowy, gloryfikowani bohaterowie minionych lat stali się symbolem, którego nie można podważać. Jak słusznie dostrzegła Sontag miało to miejsce podczas werbowania młodych żołnierzy do armii, głównie na Zachodzie. Kuszenie ich dobrymi zarobkami i chwałą, którą przyniosą swojej rodzinie i bliskim. Większość z nich jednak nie wracała lub wracała okaleczona zasilając grupę weteranów wojennych z głębokimi depresjami i problemami psychicznymi. Tym, którym się udawało powrócić gloryfikowano i przyznawano wszelkie zaszczyty. To ich pokazywano w mediach i kazano innym brać z nich przykład. Świat zachodu odsuwał w kulisy poszkodowanych, kalekich, czy rodziny pogrążone w żałobie po stracie bliskich. Nie pasowali oni do etosu Stanów Zjednoczonych: „American Dream”
Nasz kraj skierowany jest na Zachód, czerpie z niego i próbuje medialnie się do niego upodobnić. Etos „American Dream”. Kierunkuje media i kształtuje patriotyczną postawę. W kulturze Polskiej zakorzeniona jest duma z kraju, która wiąże się z chęcią jego obrony w sytuacji kryzysowej nawet jeśli jest to obrona pogwałcająca zasady moralne. 
Za linią, po drugiej stronie stoją artyści, fundacje antywojenne, niewspierane przez państwo. Sami, na własną rękę pokazują jak wygląda front i wydarzenia nie uchwycone w kamerach i nie pokazywane w telewizji. Oddają głos tym, którzy zostali pominięci lub pomagają przemówić poległym. Robią to by obalić mity bohaterskie i ukazać jak wygląda wojna w praktyce. Pokazują często obraz przygnębiający, szokujący, taki jakiego media nie mogą lub nie chcą pokazywać. 
Różnica polega na szoku jaki człowiek otrzymuje stykając się z dziełami takimi jak „Krieg dem Krige”. Liczby, o których już wspominałem, nie mówią nam za wiele. Po prostu są, nie zatrzymują się w naszych umysłach czy świadomości. Można odnieść wrażenie, że oglądamy dwie zupełnie różne wojny. Liczby przestają być bezosobowe a „stają” przed nami ludzie. 
Ważną kwestią, o której nie można zapomnieć jest odwołanie się do mitów chrześcijańskich. Kultura europejska jest przesiąknięta religią chrześcijańską, która znajduje odzwierciedlenie nie tylko w kulturze i życiu codziennym ale również wpływa na obraz postrzeganego przez nas cierpienia. „Wierność ideałom ewangelicznym zawiera w sobie nieodłącznie powołanie do naśladowania Chrystusa cierpiącego. Krzyż Chrystusa wiodący ku zmartwychwstaniu stanowi istotę Dobrej Nowiny. W kolejnych więc pokoleniach chrześcijan, wyznawców i męczenników, zawsze pojawiali się heroiczni naśladowcy dźwigający swój krzyż i złączający swe cierpienia fizyczne i duchowe ze zbawczą ofiarą Chrystusa.”. Każde cierpienie odczytujemy jako drogę do zbawienia. Chcemy w to wierzyć ponieważ ciężko jest pogodzić się z brutalnym cierpieniem. Zwłaszcza tym nieuzasadnionym, które dotyka niewinnych. Chcemy wierzyć w to, że cierpienie ma swój cel. Odnosimy się do frazy „Bóg tak chciał”. Tym samym chcemy usprawiedliwić niesprawiedliwość tego świata i wszechobecne cierpienie. 
W fotografii znamy wiele takich przykładów. Nie trzeba wkładać dużo wysiłku by znaleźć zdjęcie, do którego można się odnieść używając mitów religii chrześcijańskiej. Tak jak znajdujące się powyżej zdjęcie „Tank being used as makeshift ambulance near hue south Vietnam 1968„ wykonane przez Johna Olsona. Przedstawia rannych powracających z pola bitwy wojny wietnamskiej. Obraz młodzieńca leżącego na desce i rannego lub umierającego, można z łatwością odwołać do Męki Pańskiej. Obraz cierpienia staje się wtedy prostszy do zrozumienia.
Podobnie można odnieść się do wspomnianego już szeregowego Dossa, który został ciężko ranny na polu bitwy. Jego cierpienie miało wyższy cel. W tej narracji nie wspomina się chętnie o tych, których nie udało się uratować.
Sontag zwraca uwagę na wstyd, który wywołuje w nas niemal każde cierpienie, nie tylko to związane z wojną. Wstyd i poczucie bezradności, które odczuwa człowiek w takich momentach jest całkowicie naturalne. Media niechętnie nagłaśniają i pokazują konflikty, które nie są w żaden sposób zależne od nas. Cierpienie wojny jest jednym z takich zjawisk, kiedy niewiele możemy poradzić czy zdziałać.
Sontag stwierdza, że „można mieć poczucie obowiązku oglądania zdjęć dokumentujących potworne okrucieństwa i zbrodnie. Powinno się mieć poczucie obowiązku refleksji nad tym, co znaczy na nie patrzeć (…)”. Sumienie podpowiada nam by na nie nie patrzeć. Naturalnym jest niechęć oglądania cierpienia, gdy jako jednostka jesteśmy bezsilni. Co więc nami kieruje? Odpowiedź jest dosyć prosta: kieruje nami ciekawość. Nieświadome pragnienie poznania kieruje nasz wzrok w stronę cierpienia, które tłumaczymy sobie, by poczuć się lepiej podczas jego oglądania.
Konflikty zbrojne będą trwać zawsze, dopóki istnieją ludzie. Jest to przerażające i niesprawiedliwe, zwłaszcza gdy giną niewinni, dzieci. Cierpienie trafia do nas i dotyka dlatego, że jest przedstawione w taki sposób. Zawsze będziemy odwoływać się do wyuczonych mitów, starając się wytłumaczyć samemu sobie „Dlaczego?”. Sposób jego przedstawienia również nie jest losowy. Zdjęcia, literatura, film, każda dziedzina sztuki chce w nas wywołać emocje. Skojarzenia, które budzą i ich symbolika jest umowna i uniwersalna dla różnego rodzaju społeczności. Wojna jest „chorobą” trawiącą społeczeństwo a pokój, choć pożądany, jest nieosiągalną normą.


Bibliografia:

DOKUMENTY ELEKTRONICZNE: 

Konończuk E., „Fotografie w narracjach ekfrastycznych. Przypadek pewnego albumu.”, 2015, http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-c07c4a70-93e2-4749-a0df-4ce119e8fdf6/c/Elzbieta_Kononczuk.pdf., dostęp: 22.01.2019.
Łęcicki G., „Obraz cierpienia w wybranych filmach fabularnych oraz serialach telewizyjnych”,  2013, https://kmt.uksw.edu.pl/media/pdf/kmt_2013_12_lecicki.pdf, dostęp: 19.01.2019.
Makselon J., „Psychologiczne aspekty cierpienia”, 2000, http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Sympozjum/Sympozjum-r2000-t4-n2(7)/Sympozjum-r2000-t4-n2(7)-s71-83/Sympozjum-r2000-t4-n2(7)-s71-83.pdf., dostęp: 18.01.2019.
Polniak Ł., „Mity i symbole „patriotyzmu wojskowego” na przykładzie polskiego kina wojennego w latach 1956–1970”, 2011, http://rcin.org.pl/Content/48329/WA303_62283_A507-DN-R-43-2_Polniak.pdf, dostęp: 19.01.2019.
DOKUMENTY DRUKOWANE: 
Sontag S., „Widok cudzego cierpienia”, Kraków 2016.
Wilowski W., „Metafizyka cierpienia, Od Arystotelesa, poprzez myśl indyjską, do myśli chrześcijańskiej”., Poznań, 2010.
Doss F.M.„Szeregowiec Doss”, Warszawa 2016.
FILMY:
„Przełęcz Oczlonych” (Hacksaw Ridge), reż. Mel Gibson, Australia i USA, 2016. 
FOTOGRAFIE:
1. https://www.froelichundkaufmann.de/kulturgeschichte/ernst-friedrich-krieg-dem-kriege.html#
2. https://www.stripes.com/polopoly_fs/1.508948.1517247273!/image/image.jpg_gen/derivatives/landscape_900/image.jpg



Dzisiejszą ilustracje wykonała niesamowicie zdolna Ola Sergiel. Wpadajcie do niej !!https://www.instagram.com/olaolasergiel/




7 komentarzy:

  1. Znakomite opracowanie tak trudnego tematu. Trochę czasu zajęło mi, by dobrnąć do końca, ale było warto! Prawdę mówiąc, tematyka wojenna w sztuce jest mi obca. Staram się jej unikać, odkąd skończyłam szkołę. Na samą myśl o wojnie w literaturze czy filmie przechodzą mnie ciarki po plecach. Wolę krwawe horrory niż oglądanie cierpienia ludzi na wojnie - gdziekolwiek, jakiejkolwiek, kiedykolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ wiemy, że horror jest fikcją a sztuka wojenna dokumentuje prawdę... to jest dla nas najcięższe - PRAWDA

      Usuń
  2. Świetne i bardzo ciekawe opracowanie tematu. Osobiście tego typu tematów unikam. Nie to, że uważam, że nie są warte mojej uwagi, to raczej ja jako widz czy czytelnik się do tego nie nadaję. Tak dla przykładu - "Listy Schindlera" wytrzymałam dokładnie pierwszych dwanaście minut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisywanie i tragedia ludzkiego cierpienia nie jest lekkim tematem ale warto się z nim zapoznać, żeby po prostu być świadomym pewnych rzeczy. Niestety frustracja przy tym rośnie bo nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić.

      Usuń
  3. Przepiękny temat, z którym powinien spotkać się każdy człowiek. Takie rzeczy najbardziej nas uczą nie tylko ze względu na historię, ale i zachowania człowieka ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo odczucie. Nie jest on prosty ale chyba o to właśnie chodzi. Nie wszystko w naszym życiu jest łatwe i przyjemne ;)

      Usuń
  4. Temat wojny dla mnie jest zawsze horrorem.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli tutaj dotarłeś, proszę, skomentuj. Bardzo mnie to motywuje i odwiedzam każdy blog, po którym został ślad.
Spodobał Ci się mój blog? Zaobserwuj.